Czy można w kilka dni zobaczyć Wenecję, Weronę, jezioro Garda, Florencję, Pizę, Cinque Terre, Mediolan i jeszcze po drodze zamek jak z bajki? Okazuje się, że można! Wystarczy zebrać grupę pomysłowych mechatroników (4tb), wyjątkowych programistów (4tp), samotnego wilka z 4TO, dorzucić dobrych opiekunów (Magdalenę Ludwiczak, Sylwię Chudy, Joannę Kril, Edytę Fbian) i wsiąść do autokaru ze sporą dawką dobrego humoru.
Pierwszy przystanek – Wenecja – miasto kanałów, gondoli, pięknych zabytków i niezwykle intensywnej nauki życia. Uczniowie poznali bazylikę św. Marka, Pałac Dożów, Most Westchnień i Rialto, a także odkryli, że niektórych ludzi należy omijać szerokim łukiem, szczególnie tych oferujących „darmowe” bransoletki. W Weronie zobaczyliśmy Arenę, balkon Julii i zachwycające dekoracje do opery Verdiego, „Aida”. W Sirmione podziwialiśmy jezioro Gardę i zamek na wodzie. Florencja to spotkanie ze sztuką, monumentalną katedrą i Ponte Vecchio, a Piza pozwoliła wszystkim sprawdzić, kto najlepiej potrafi „podtrzymywać” Krzywą Wieżę. Następnie przyszła kolej na Cinque Terre i rejs po Morzu Liguryjskim. Kolorowe miasteczka, morze i malownicze wybrzeże zapewniły setki zdjęć, które przez najbliższe lata będą dowodem, że Elektryk naprawdę tam był. W Mediolanie uczniowie odkryli świat wielkiej mody, piłki nożnej i motoryzacji. Odwiedzili imponujące Duomo, Galerię Vittorio Emanuele i słynną La Scalę, ale nie zabrakło również atrakcji dla prawdziwych fanów sportu i motoryzacji. Zajrzeli do oficjalnych sklepów AC Milan oraz Ferrari Flagship Store, gdzie można było poczuć atmosferę włoskiej pasji do futbolu i supersamochodów. Na koniec czekał bajkowy Neuschwanstein, a potem już tylko droga powrotna do Polski.
Była to niezwykle kształcąca podróż, podczas której uczniowie zdobyli nie tylko wiedzę z historii, geografii, sztuki i architektury, ale przede wszystkim mądrość życiową. Dowiedzieli się, że niektórych trzeba omijać szerokim łukiem— i to nie tylko w Wenecji… że propozycja wody nigdy nie jest za darmo… że włoska pizza może mieć ukryte koszty, a burrata kosztuje dodatkowe 8 euro. Okazało się również, że nie tylko Wenecję zalewa woda. W hotelach czasami woda postanawia zwiedzać kolejne piętra, a gdy dodatkowo gaśnie światło i ręka Elektryka wyłącza prąd, rozpoczyna się międzynarodowy system alarmowy: „Teacher COME!” „Teacher LOOK!” „Teacher TOMORROW!” W ten sposób wycieczka stała się jednocześnie lekcją historii, geografii, sztuki, ekonomii, hydrauliki, elektryki i języka angielskiego. Elektryk wrócił więc do Polski bogatszy nie tylko o zdjęcia i wspomnienia, ale także o bezcenną wiedzę: nie każda promocja jest promocją , nie każda woda jest za darmo, nie każda pizza kończy się na cenie z menu, a kiedy w hotelu dzieje się coś dziwnego — zawsze jest jeszcze „Teacher”.
Nasyceni słońcem włoskiego nieba, wracamy do Elektryka! M. Ludwiczak, S. Chudy z wychowankami i nieocenionymi opiekunami J. Kril, E. Fabian





















